W Mosznie zamczysko sobie stoi. Na pierwszy rzut oka wygląda jak trzy połączone z sobą i niepasujące do siebie klocki. I tak jest.
Pałac (w skromej wersji) na przełomie wieku XIX i XX przeszedł w ręce rodziny Tiele-Winckler.
Hrabia Franz Tiele-Winckler, potentat przemysłowy, właściciel kopalń i innych przedsiębiorstw na Górnym Śląsku, wszedł w posiadanie małe pałacyku stojącego w miejscu obecnej części środkowej. W roku 1896 ów pałacyk spłonął. I został odbudowany przez Franza z niemałym rozmachem.
Lewe, wschodnie skrzydło, najbardziej reprezentacyjne, w stylu neogotyckim, powstało na krótko przed rokiem 1900. Jest to część obecnie przeznaczona do zwiedzania.
Środek został odbudowany w 1896 roku w pierwotnym kształcie, w stylu barokowym. Dziś znajduje się tam recepcja i hol główny. Zachowana została orginalna posadzka podłogowa.
Prawe, zachodnie skrzydło, to neorenesans. Wybudowane w latach 1912-1914. W tej chwili pełni rolę hotelu. Wraz z pokojem 226, w którym dwa dni spędziliśmy.
Ściany wysokie na prawie 5 m, trzymetrowej wysokości drzwi do każdego z pokoi, oryginalny, skrzypiący parkiet i wielkie okno z widokiem na pałacowy dziedziniec. Chwilami (nawet dłuższymi) można poczuć się jak w minionych, odległych czasach.
Ponadto do polecenia także przepiękna pałacowa restauracja wraz z salą kominkową, w której można naprawdę dobrze i niedrogo zjeść dania.
Spacerując alejkami parku i dziedzińcem, uwagę zwracają olbrzymie rododendrony, symetrycznie zbudowane kanały z wodą, mostki, stawiki, fontanny, rzeźby. No i widok na pałac zbudowany nieco ponad 100 lat temu. A wygląda jakby miał z 500 co najmniej.
Pomysł na weekend? Kierunek: Moszna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz